Sektor budownictwa stoi przed licznymi wyzwaniami.

Kto musi przygotować się na kryzys? Czy Polacy odczują problemy w budownictwie? Polski Związek Pracodawców Budownictwa przedstawił swoją perspektywę w trakcie majowego spotkania z dr. Damianem Kaźmierczakiem.

Odpływ pracowników z Polski do Ukrainy, wzrosty cen i braki w dostawach – sektor budownictwa boryka się aktualnie z licznymi problemami, które pogłębiły się w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Czy Polacy odczują problemy w budownictwie? Polski Związek Pracodawców Budownictwa przedstawił swoją perspektywę w trakcie majowego spotkania z dr. Damianem Kaźmierczakiem.

Kluczowe wyzwania, przed którymi stoją polskie firmy budowlane to dynamicznie rosnące ceny materiałów budowlanych, co w połączeniu z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych, wysoką inflacją i wysoką ceną paliwa składa się na wzrost wszystkich kosztów produkcyjnych. Niebezpieczeństwo fali upadłości w sektorze budownictwa zdaje się zupełnie realnym scenariuszem. Gdy do tego dochodzi niedobór materiałów i odpływ pracowników z budów, którzy powracają do swojego objętego wojną kraju, może się okazać, że wkrótce doświadczymy wyhamowania inwestycji. Czy nastroje w budownictwie faktycznie są tak złe?

Kogo dotknie kryzys?

Małe i średnie firmy muszą przygotowywać się na kryzys. To w szczególności one odczują braki kadrowe – tu odsetek pracowników z Ukrainy jest wyraźnie wyższy. Liczba legalnie zatrudnionych na budowach Ukraińców w 2022 roku wyniosła prawie 373 000 osób. Ilu z nich powróciło do ojczyzny? Tego jeszcze nie wiemy, ale eksperci przewidują kolejną falę powrotów, gdy rozpocznie się proces odbudowy kraju po wojnie. Firmy budowlane w Polsce rozważają zastępstwo za Ukraińców pracownikami z Kaukazu, Białorusi czy Mołdawii. W sektorze przedsiębiorstw mamy także do czynienia z największą presją płacową w XXI wieku. Za marzec 2022 wyniosła ona 15,7% r/r.

Co dalej na rynku stali

Rynek stali to jeden z tych sektorów, który dotkliwie odczuwa wzrosty w cenach. O rosnących cenach mówiliśmy już w 2021 roku. Pandemia zachwiała łańcuchami dostaw, a ograniczona dostępność stali zagroziła budowom prywatnym, jak i komercyjnym. Gdy w 2022 roku ceny stali ustabilizowały się, przyszedł kryzys geopolityczny. Wprowadził nową niepewność, która niestety prowokuje do robienia zapasów. Firmy wykupują ogromne ilości surowca, co przyczynia się do pogłębienia braków. Zarówno Ukraina jak i Rosja są ogromnymi producentami stali. Blisko 20% zużytej w Polsce stali w 2021 roku pochodziło z Ukrainy (ok. 1,37 mln t), Rosji (ok. 1,36 mln t). Tak poważne problemy z płynnością dostaw mogą doprowadzić do zaburzenia finalizacji inwestycji czy wręcz wstrzymać nowe.

Rosnące ceny materiałów budowlanych to także efekt wysokiej ceny ropy naftowej i słabnącego kursu złotówki w stosunku do dolara. Nadzwyczajne wzrosty cen notują też cement, beton, kruszywa czy węgiel koksowy używany do produkcji stali. Wysokie koszty paliwa powodują wzrosty w cenie transportu. Na wszystko nakłada się duży popyt, a firmy budowlane starają się nie zwalniać tempa. Potwierdzają to hurtownie, które odnotowują zwiększoną rentowność w stosunku do czasów przed pandemią i wojną, choć nie da się ukryć, że już wówczas mogliśmy zauważyć rosnące koszty.

Czy grożą nam opóźnienia na budowach?

Możemy być pewni, że negatywne konsekwencje będą odczuwalne. Nieznana jest na razie ich skala. Prawdopodobnie możemy spodziewać się pogorszenia marż dużych firm wykonawczych, w gorszej sytuacji finansowej znajdą się podwykonawcze MŚP, spadnie popyt na usługi budowlane w segmencie prywatnym. Niezbędny jest wzrost zamówień sektora publicznego i waloryzacja wynagrodzeń o rzeczywiste wzrosty kosztów. To może okazać się ratunkiem dla branży.